czwartek, 20 marca 2008
Część pierwsza...


16:11, nicosobie , Kawa.
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 marca 2008
Część druga...

Pierwszy lokal na Stolarskiej po lewej stronie, idąc od Małego Rynku.
 

To nie żart, ta kawiarnia naprawdę się tak nazywa.
Zresztą...sami zobaczcie!
 
 
Kawiarnia jest dość duża, i bardzo bardzo przytulna. Wreszcie coś w klimacie cichego miłego zakątka, gdzie poprostu się przychodzi na kawkę, albo coś innego, pogadać, zapalić, i na nic więcej:) Ogromnie przytulna!! I ma najdłuższą i jedną z najbardziej orginalnych nazw w Krakowie. Gdy zapamiętamy nazwę, napewno tam trafimy :D Nazwa oznacza bowiem dokładną lokalizację tej kawiarenki... :) Wysiądźmy z autobusu, przejdzmy przez Rynek,potem Sienną w kierynku Małego Rynku, by w końcy skręcić w malowniczą, spokojną, pełną tak samo przytulnych jak ta knajpka innych kawiarenek - ulicę Stolarską... Zamówmy kawkę, i zadumajmy się nad wiosną, która już niedługo w pełni zawładnie Światem i naszym życiem!
 
 
 
ul. Stolarska 6/1, Kraków
 
 
 
 
Czajownia.
 
 
 
 
W Czajowni nie napijemy się kawy, ale!.... NIC NIE SZKODZI!!! To najprawdziwsza herbaciarnia, z herbatami ze wszystkich zakątków Świata!!! Siedzi się tam na matach, leżących na ziemi, przy bardzo niskich stoliczkach. Zdjemuje się buty, opiera się na poduszkach w orientalny wzór, bierze się do ręki śliczny malutki dzowneczek, któr stoi na stoliczku, i dzwonimy... To jest sposób wzywania obsługi!:) Dostajemy karte, w której jest chyba z 200 rodzajów herbat. Podawane w różnych rodzajach dzbanków, wedle tradycji, a ilość malych dzbanków w karcie symbolizuje ile razy możemy zalać te same "fusy",żeby uzyskać nadal herbatę dobrej jakości. Dolweki są za darmo! Jeden dzbanek, na przykład z 5-cioma dolewkami, można zamówić na 2 osoby, na 1 osobę, a nawet na 5! I wszystkie dolweki są za darmo, co powoduje, ze na 5 osób za sama herbatę zapłacimy 12 zł! A herbata, i klimat są wprost wspaniałe!!! Aż nie chce się wierzyć!! Poza tym Czajownia oferuje liczne małe egzotyczne przekaski, jak arabski deser Baklawa (pyyychota!!), kandyzowany imbir (MNIAM!) albo mieszanke japońską (pyszności!!). Polecam gorąco!! Naprawde warto się tam wybrać! :)
 
ul. św. Józefa 25, Kraków (na Kazimierzu,tak jak Alchemia).
 
 
 
 
LAROUSSE.
 
 
 
 
Kolejna bardzo przytulna kawiarenka, maluteńka, bo tylko na 4 stoliki, ale bardzo przytulna i
romantyczna... W sam raz na długie rozmowy we dwoje...
 
ul. św. Tomasza 22, Kraków
 
 
 
Jama Michalika.
 
 
 
 
Kawiarnia w której spotykała się krakowska Młoda Polska!!!..... Jedna z moich faworytek!! Polecam gorąco!! Warto tam iść! Zobaczyć część polskiej kultury i krakowskiej historii... jednych z najbardziej barwnych czasow w dziejach Krakowa.
 
ul. Floriańska 45, Kraków.
 
 
 
 
Manggha.
 
 
 
 
Manggha to nie tylko kawiarnia. To też restauracja. I ma cudowna lokaliazcję. Po pierwsze, znajduje się w Centrum Kultury i Sztuki Japońskiej Manggha, gdzie można oglądać przepiękne, i bardzo interesujace wystawy sztuki i malarstwa japońskiego, są też czasowe wystawy z róznych krajów, również bardzo ciekawe. W tym nowoczesnym cenrtum znajduje się również sklepik, gdzie można się zaopatrzyć w różne japońskie przedmioty, przysmaki, i książki. Kawiarnia jest nowoczersna, ale rózwnież bardzo przytulna. Zawdzięcza to dużej ilości drewna, i ogromnym oknom, z widokiem prosto na Wawel po drugiej stronie Wisły. Polecam naprawde bardzo gorąco wszystkim to miejsce....!!! Jest jednym z moich najulubieńszych.
 
 
 
ul. M. Konopnickiej 26, Kraków.
 
 
 
 
Cafe Camelot.
 
 
 
To już ostatnia kawiarnia. I jest ona absolutnym klejnocikiem. Znajduje się w Zaułku Niewiernego Tomasza, i jest najcudniejszą kawiarenką na Świecie. Ominąć to miejsce, nie wypic tam kawy, i nie zjeść pysznej szarlotki, to grzech!! ;)
 
 
 
Tak wygląda Cafe Camelot od zewnatrz.... (górne zdjęcie...) 
 
 
Tak wygląda od środka..... Mam nadzieje, że udało mi się was przekonać, do kilku z moich ulubionych miejsc... i może kiedyś się tam spotkamy?... Bywam tam dość często :D Do zobaczenia więc, i pamiętajcie, że życie jest piękne, i nie przestajcie się nigdy uśmiechać!!
 
 
ul. św. Tomasza 17 , Kraków 

20:53, nicosobie , Kawa.
Link Komentarze (1) »
sobota, 15 marca 2008
BIALETTI.

 


Zapraszam was do poznania kolejnych kawowych arcydzieł. Tym razem zajmiemy się urządzeniem do robienia kawy w domu. Wystarczy tylko kuchenka gazowa, albo elektryczna (z kontaktowymi podobno gorzej), a nawet piecyk (np. tak zwana koza ;)) i własnie to urządzenie, i bedziemy mogli sobie zrobić przepyszną aromatyczną kawę. Wiecie już co to takiego?? Dokładnie tak. Moka. Nie mokka, ani mocca, tylko Moka. A skąd się wzięło to urządzenie?? Wymyślił je Alfonso Bialetti, ten sam śmieszny ludek z wąsikami i palcem do góry, którego możemy zobaczyć na logo firmy Bialetti. Zaprojektował i pierwsze Moka Express zostały wyprodukowane w fabryce w pobliżu Mediolanu, w 1933. Czyli Moka to nowy wynalazek!! Nie ma nawet 100 lat. Reklamę telewizyjną Moki z 1958 możecie zobaczyć tutaj . Jest cudowna!! Polecam!!! Zwróćcie uwagę na usta pana Alfonso :D

Teraz przeniśmy się chwilowo na stronę internetową Bialetti. A link jest tutaj.
Strona jest bardzo ciekawa, dostępna w dwóch wersjach językowych. Ja osobiscie polecam wersję włoską :) Mnie zachwyciła Bialetti Collection, po prawej na dole. Możemy tam zobaczyć proponowane przez Bialetti nowe rodzaje Mok, i innych maszyn do przyżądzania kawy. No to ruszamy!
Coffeeeeeee makers. Cuor di moka, to pierwsza moka. Śliczna delikatna, sprzedawana także przez firmę Illy. Na boku ma male serduszko, a w środku ma jeszcze jedno, ale czerwone serduszko, zapobiegajace rozpryskiwaniu się kawy, gdybyśby w trakcie robienia chcieli zajrzeć do środka. CUOR DI MOKA.
Mukka Express jest kolejna. Śliczna moka o bardziej nowoczesnym kształcie, zaokrąglona, w czterech wersjach: verte - z przezroczystym górnym zbiorniczkiem, gran gala - ze srebrnym zbiorniczkiem, i jeszcze wersja krówka, i wersja dla dzieci. Ten rodzaj moki jest wyposażony w specjalny przycisk, na środku, na który w przykrywce jest dziura. Po naciśnięciu włącza się opcja pozwalajaca wytworzyć wyższe ciśnienie przy wylocie kawy, co powoduje, że robi się pianka. Gdy dodamy do jeszcze zimnej moki ( do górnego zbiorniczka ) mleka, i wciśniemy przycisk, zrobi nam sie cappuccino! Gdy nie wciśniemy zrobi nam się tradycyjna kawa, albo caffee latte. Jak działa Mukka możecie zobaczyć na tym filmiku ! !!! POLECAM! :D Super zabawa!!
MUKKA EXPRESS.

Koleja moka. Orzo Express. Nie jest moim faworytem, ale... i tak mi się podoba. Uwielbiam wszystkie Moki. To jest chyba wydanie dla koneserów. ORZO EXPRESS.
Dama. Kolejna Moka. Moim zdaniem nazywa się tak dlatego, że górny zbiorniczek jest w tradycyjnym kształcie, a dół jest gładki. Jakby spódnica. Co powoduje,że moka wyglada jak kobieta. DAMA. Tutaj wersja różowa.
Mmmmm, ale się zrobiło śliczne i kolorowo! :) Teraz przechodzimy do klasyki, ale unowocześnionej! MOKA EXPRESS we własnej osobie.
Ale cudo!!! Jednak najbardziej podoba mi się wersja klasyczna. Ale.. jakby moja aktualna moka się zepsuła, zastanawiałabym się właśnie nad tym modelem, bo bardzo podoba mi się klasyka i ten zaworek ciśnieniowy, w który ten model też jest oczywiście wyposażony!! ;D Filmik, jak działa zaworek w Moka Expresso znajdziecie tutaj.
W kolekcji Bialetti mamy jeszcze mokę nawaną: MIA. Mi się nie podoba.
Dużo ogromnie ciekawych rzeczy o mokach i kawie w nich parzonej można sie dowiedzieć na stronie Caffe prego! Strona jest po polsku, i jest naprawde dobra!! POLECAM! A link jest tutaj.

Dodatkowymi produktami Bialetti są inne rodzaje Moki, bardzo bardzo sympatyczne! A jakie pomysłowe?! Popatrzcie dalej!

Oto bardzo pomysłowy miniexpress, tzw. grillo:

(link do strony autora powyższego zdjęcia znajdziecie po kliknięciu na zdjęcie)

A tutaj znajdziecie linka do reklamy podobnego produktu, ale innej firmy. Możecie zobaczyć jak super robi sie w nim kawka! Mmmmm..... Link jest tutaj.

A poniżej kolejny elegancki produkt. Moka z porcelanowym dzbanuszkiem.

Bialetti Mokona, to jest kolejny produkt. Tym razem jest to poprostu wysokociśnieniowy ekspres do kawy, ale w kształcie moki. Kliknijcie tutaj aby zobaczyć filmik o Mokonie :)

Oprócz mok, które stawia się na kuchence, są jeszcze moki elektryczne, które włącza się do kontaktu. Dobre do pokoju w akademiku, albo do małego biura, czy gabinetu lekarskiego. Mam nadzieje, ze tym wpisem udało mi się was zachęcić do zakupu moki, nie konieczne tej firmy, bo jest jeszcze wiele innych. Ja mam polską aluminiową. I jest cudowna!!

A teraz.. pozwolicie, ze udam się na małą kawkę, oczywiście parzoną w moce! A presto!!

(link do autora ostatniego zdjęcia, które jest poprostu przecudowne, znajdziecie klikajac na zdjęcie)

16:58, nicosobie , Kawa.
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 marca 2008
Tazze e tazzine.

Odkryłam nową stronę. Illy! Jak się łatwo domyslić jest to storna kawy firmy Illy. Jeszcze calej nie przejżałam, ale jest coś co na dłuższy czas zajęło moją uwagę... to coś chciałabym Wam dzis przedstawić. A są to przepiękne, projektowane przez znanych światowych artystów FILIŻANKI I FILIŻANECZKI Illy.

Ta filiżanka podoba mi się najbardziej. Jest poprostu prześliczna.... biała, delikatna, subtelna. Uwielbiam wszystko co białe. Tradycyjne filiżanki przyprawiają mnie o zawrót głowy, ale ta również jest cudowna. Nazywa się FOSSILE, a zaprojektował ją Paolo Rossetti w 1997 roku. Dzieło sztuki...!
Ta filiżanka jest rózwnież fantastyczna. Gdy odwiedzicie sami tę stronę (linka podaje na samym końcu wpisu) to zobaczycie jak niezlicznona ilość jest tych filiżanek. Naprawdę... co jedna to piękniejsza. Ja, absolutnie subiektywnie, wybrałam te, które moim zdaniem zasługują na szczególną uwagę. Ale... ciężko było wybrać!!.. Powyżej: Miss Illy, czyli Panna Illy po polsku. Jak dobrze sie przygladniecie zobaczycie, ze Panna Illy w uszku ma kolczyk... :D Cudowna!!
Kolejna filiżanka o nietypowym kształcie, moja kolejna faworytka. Została wymyślona i stworzona w 1997 roku przez Luca Trazzi, a nazywa się ta ślicznotka: VENEXIA.
A tu dość żartobliwa koncepcja. W kolekcji są 4 filiżanki, każda z innym układem narządów z organizmu człowieka! Zaprojektowane przez Atelier van Lieshout w 2005, i nazwane jego nazwiskiem. Pod spodem widzimy jaki obraz uzyskalibyśmy po "wyprostowaniu" filiżanek ;)
Mamy od lewej: śliczny układ krążenia z serduszkiem i dwoma płuckami. Następnie układ pokarmowy rozpoczynający się od języka, a po drodze spotykamy wątrobę. Kolejny jest układ nerwowy ktory widzimy też na filiżance powyżej. A ostatni, układ moczowy, z dwoma nereczkami, pęcherzem moczowym, a w przypadku męskiego układu nawet z prostatą :D

A teraz dla odmiany znów nieco elegancji... Filiżanek mamy 6 do kompletu, a ten platynowy pasek przesuwa się na o każdej kilka stopni w prawo. Także na tym zdjęciu pasek jest na środku, potem jest po prawej, obok uszka, potem tez po prawej, ale za uszkiem, nastepnie z tyłu, a dwie ostatnie mają pasek po lewej, w ten sam sposób jak w przypadku uszka, ale bez niego. Przecudne!!!!

 

 

Ogrooomnie podoba mi się ta filiżanka...!!! A już najbardziej podoba mi się w niej to.... że ma 2 uszka!!!! :D Zaprojektowana przez David Byrne w 2001 roku, jest ich 4, każdy kosmita ma inny kolor oczu. A nazywają się Alien Cups.

 

To jest filiżanka, którą można określić jako sympatyczną. Gdy ją zobaczyłam, poporstu nie mogłam się nie usmiechnąć!! Wspaniale byloby tak zacząć dzień, czyż nie??... Właśnie dlatego ją też wybrałam.
Ta filiżanka została stworzona aby uczcić 50 edycje La Biennale di Venezia . Za równo filiżanka jak i talerzyk są dwukolorowe. Na pomarańczowym tle jest napisane: Marzenia, co symbolizuje, estetykę, twórczość, artystów, i dzieła sztuki, a z drugiej strony na niebieskim tle jest napisane: Konflikty, i chodzi o konflikty dnia codziennego, rzeczywistości. Artysta chce pokazać,że te dwa Światy istnieją tuż obok siebie, graniczą ze sobą i można łatwo przechodzić z jednego do drugiego. Że człowiek może przekroczyć tą granicę i spojrzeć na Świat z tej drugiej perspektywy, perspektywy artystycznej artystycznej. Eh... Pomyśleć, że jeszcze niedawno byłam w tym miejscu gdzie La Biennale di Venezia się odbywają... Ja chce spowrotem! :) W myślach zawsze mogę się na szczęście tam przenieść! :D
A teraz już ostatnia filiżanka dzisiaj...:
Niebieskie filiżanki, moje kolejne faworytki!!!! Każda ma napis w innym języku. I każda ma napisane: Niebieska Godzina. Po hiszpańsku (na zdjęciu) la hora azul. Polecam, zachęcam... aby na stronie z kolekcjami filiżanek Illy klikać na tą dużą filiżankę na środku (z tych które się kręcą), wtedy możemy się dowiedzieć wielu fascynujących rzeczy o symbolice danej konkretnej filiżanki. Niebieska Godzina to godzina miedzy nocą a dniem, gdy już nie ma nocy, izbliża się dzień, albo odrowtnie. I ten prosty napis, i ten niebieski kolor, i aromat kawy, powinny nam stawiać przed oczami, uszami, wszystkimi zmyslami, te wszystkie obrazy i dzwięki zapadajaego wieczoru albo wstającego dnia.... Czyż to nie piękne?? L'ORA BLU, Jan Fabre 2006.
A oto strona Illy na ktorej możecie znaleźć wszystkie filiżanki... I wiele więcej! Kliknij tutaj.

 

 

22:49, nicosobie , Kawa.
Link Dodaj komentarz »