środa, 25 czerwca 2008
Arbeitszeit, Zeitplanung und Zeitmanagement.

Zeitmenagement znaczy systematyczne i zdyscyplinowane planowanie swojego własnego czasu, aby go oszczędzić na "ważniejsze" dla nas rzeczy: hobby, zainteresowania, zdrowie, odpoczynek, prace na którą nie mieliśmy wcześniej czasu, a która sprawia nam przyjemność, lub jej efekt jest naszym celem. Zeitmenagement powinien jednak głównie służyć nie temu, aby więcej czasu wygospodarować na odpoczynek oraz nabranie energii - do dalszego życia i pracy. Zeitmenagement pozwala więc oszczędzić troche czasu i pozwala nam na realizacje rzeczy, na które wczesniej nie molgiśmy sobie pozwolić, co daje nam satysfakcje, dzieki czemu poprawia jakość naszego życia :)

Główne problemy ludzi pracujących, i chcących się też czegoś dla siebie nauczyć, polegają na tym, że brak im odpowiednich przyzwyczajeń związanych z uczeniem się i pracą. Najczęstsze problemy to:

1. Marnowanie czasu - robienie dużej ilości rzeczy w jednym czasie, ale nie robienie ich wystarczająco długo i intensywnie, czas poświęcony na taką pracę jest zmarnowany

2. Trudności z rozpoczęciem - robienie różnych drobnych czynności, które nam się nagle przypomną, rozpraszanie się różnymi ciekawymi sprawami

3. Wyrzuty umienia - gdy się niedobrze pracowało (czyt. się obijało), z powodu wyrzutów sumienia nie można dobrze odpocząć, wiec marnujemy czas na pracę i na odpoczynek

Na pierwszym miejscu należy sobie zarezerwować więcej czasu na planowanie i organizowanie. Koło 30 minut dziennie wystarczy,żeby zaplanować dzień. Dzięki temu po jakiś czasie, zyskujemy te pół godziny spowrotem, oraz zyskujemy kolejne pół,a często jeszcze o wiele więcej.

Pierwszy krok: należy sobie zadać pytanie, jak do tej pory spędzaliśmy czas. Należy się zorientować co to są najczęściej za rzeczy, które bez potrzeby kradną nam czas, oraz co to są za rzeczy na które musimy go poświeciać. Jeżeli nazwiemy te rzeczy po imieniu, bedzie nam łatwiej wymyślić sposób pozbycia się ich, lub zdamy sobie sprawe, ze tyle i tyle czasu zawsze zejdzie nam na obowiązki: prace, sprzatanie itd.

Następny krok: należy się zorientować na jakie obszary naszego życia ogólnie poświęcamy ile czasu (na: dom, przyjaciół, sport)

W tym celu należy przez najlepiej jeden równy tydzień dokładnie notować, co do najmniejszych szczegółów co robiliśmy każdego dnia, i ile dokładnie nam to czasu zajęło. Za pomocą programów komputerowych możemy sobie to ułatwić. Specjalne formularze do wypełniania są też do zgrania ze stron internetowych. Po próbnym tygodniu należy podsumować go robiąc na przykład wykresy, co pozwoli nam zobaczyć i sobie lepiej uświadomić na co ile czasu tracimy/poświęcamy i dlaczego. I możemy wypracować sobie sposoby radzenia sobie ze zjadaczami czasu, i lepszą organizację obowiąków.


Kolejnym krokiem jest podział zadań. ZAPISUJEMY WSZYSTKIE zadania jakie mamy do wykonania w określonym czasie, i przyporządkowujemy je do jednej z 4 grup:

a- Zadania pilne i ważne

b- zadania tylko pilne

c- zadania ważne (Zazwyczaj długoterminowe)

d- zadania nie ważne i nie pilne (najcześciej można je od razu wyrzucić do kosza)

Zadana wypunktowane w ten sposób wypełanimy tak:

Najpierw wykonujemy wszystkie zadania A, a potem jeżeli czasu nam wystarczy, ile sie da zadań B. Zadania C zazwyczaj wymagają długiego planowania i codziennej dyscypliny. Zadania D - do kosza :)

Gdy już przygotujemy plan działania na dany dzień, tydzień, miesiąc, powinnismy prowadzić notatki na temat tego jak nam sie udało ten plan wypełnić. W ten sposób dowiemy się co źle zaplanowalismy, na co złą ilość czasu przewidzieliśmy, czy co nam przeszkodziło w pracy, co nam pomoże uczyć się na własnych błędach, lepiej planować, i unikać pułapek.

Musimy przy tym pamiętać, ze zawsze może się zdarzyć coś nieoczekiwanego, i należy być przy tym elastycznym!! :)

Tekst pochodzi ze strony: Arbeitszeit, Zeitplanung und Zeitmanagement.

 

Sposobem organizacji czasu który też ogromnie mi odpowiada to "Getting Things Done" albo krótko GTD. Możecie się więcej na ten temat dowiedzieć tutaj. Kliknij.



:D I obyście wszyscy mieli więcej czasu na przyjemności, w końcu to wakacje!! :D

Ewa Kulak.

Zapraszam was do poznania bardzo miłej Polki, mieszkającej na stałe w Kolumbii. Ma swoją stronę internetową, która ogromnie mi się podoba! :) Przy okazji, można pocwiczyć swój hiszpański, gdyż strona jest napisana w dwóch językach. Si quieres, puedes practiar tu polaco, porque esa pagina web esta escrito en dos lenguas: polaco y espanol. Aby poznać Ewę Kulak kliknij tutaj.

 
Już na głównej stronie możemy znaleźć coś o bardzo zachęcajacym do dalszego czytania brzmieniu: "Algo para leer hoy..." Po przeczytaniu takiego wstępu nie pozostaje mi nic innego, jak udać się do kuchni po kubek dobrej kawy, zamknąć się w pracowni, i zagłębić się w dalszym studiowaniu strony. Dzisiaj widzę, że do poczytania jest tekst o Puente de los Enamorados... :) Czyli o moście zakochanych. Tekst z 8. czerwca. Myśle,że już niedlugo pojawi się coś nowego! Alo póki co, jest wiele zaległych i bardzo ciekawych tekstów, którymi można zaspokoić swój apetyt!
 
 
Oprócz różnych ciekawych historii o zwyczajach, kolumbijskich osobistościach, legenach i miejscach, można poczytać też o autorce strony Ewie Kulak, której historia jest bardzo i nteresująca i równie sympatyczna :)
Możecie też zobaczyć jak wygląda przesliczne polsko-kolumbijskie wesele!! :) Polecam od siebie gorąco tę stronę!!!
 
Christkindlmarkt in München.

Za oknem słońce, chyba ze 30 stopni Celsjusza, w radiu gorące rytmy, w szklance chłodny cytrusowy napój... a mi co w głowie? Christkindlmarkt w Monachium! ;) Ot paradoks! Ostatnio buszując po internecie znalazłam bardzo fajny zbiór zdjęć z Monachium, ze świątecznego targu na Marienplatz z 2004 roku (czyli rok przed tym jak odkryłam to cudowne miasto), i w okolicach, jak również można tam znaleźć różne inne zdjęcia z München. Jestem pewna, że się wam spodobają!!!! :D Strona tutaj.

 

 

Zdj.1. Sama zrobiłam kilka zdjęć Marienplatzu właśnie z tego miejsca! ;) Taką perspektywą uzyskujemy, gdy po wyjściu z metra na stacji Marienplatz, skierujemy kroki do wyjścia o tej samej nazwie, i po wyjściu na powierzchnie odwrócimy się do tyłu. (Metro w Monachium, to jest ogromne, niezwykle kolorowe i orginalne podziemne dzieło sztuki!! Stacje Monachijskiego metra dorobiły sie wielu wielbicieli, i mają chyba z milion fotografii na swój temat. Jeżeli sama stacja nie jest zbyt piękna, albo poprostu stara, to to, co się nad nią znajduje, jest tak ważne, że stacja też staje się ważna... Oto miejsce gdzie można podziwiać Moanchijskie stacje metra: tutaj. U-Bahn.)

Zdj.2. Kolejne zdjęcie z Moanchium w okresie Świąt Bożego Narodzenia. Bardzo lubię tą kamienicę. Ostatnio w jednym z tych dwóch sklepików na dole można było znaleźć tradycyjne przysmaki z Hiszpanii, wina, desery, ciasteczka... :)

Zdj.3. To już ostatnie przykładowe zdjęcie ze strony, do której linka znajdziecie na górze tego wpisu. Żeby zobaczyć więcej zapraszam na stronę. A żeby zobaczyć jeszcze więcej, zapraszam na Christkindlmarkt w Monachium za kilka miesięcy... Może się tam spotkamy na Gluhwein? DB ma ofertę każdej zimy, można korzystając z róznych promocji, i malej ulotki, którą znajdziemy na Hauptbahnhof pozwiedzać wszystkie Bawarskie, najpiękniejsze Weihnachtsmarkty!:)

16:20, nicosobie , Bayern.
Link Dodaj komentarz »
piątek, 20 czerwca 2008
Coffee Art.

Czy można połączyć kawę i rysunek? Można!!! I wierzcie mi... kawa może tak pięknie wyglądać, że wcale nie ma się ochoty jej pić... tylko postawić sobie na pułce... :D

Więcej na stronie -kliknij tutaj.
No... a teraz do spania... kolorowych ciepłych i nieprzerwanych snów... Dorbanoc!

23:07, nicosobie , Kawa.
Link Dodaj komentarz »
Un caffe...?

Najpiękniej, najbardziej przejrzyście opisane jest na jakie różne sposoby można przygotować kawe na stronie którą podaję niżej. Są to bardzo włoskie sposoby! :D A czytając o ich parzeniu, ma się wrażenie, że czuje się kawowy aromat... Mmmm.... Strona tutaj. Espresseria. Smacznego i miłej zabawy w mieleniu, doprawianiu i parzeniu, i odkrywaniu swojego ulubionego smaku, i sposobu... Trzeba pamiętać, ze kawa, i wszystko co jest z nią związane to sztuka! Trzeba się nią delektować!!! I nigdy... nigdy nie szkoda na nią czasu... a pita z przyjaciółmi, i kochanymi osobami dodaje spotkaniom i chwilom spędzonym razem niezwykłej atmosfery i niezwykłych walorów smakowych oraz zapachowych..

 

22:41, nicosobie , Kawa.
Link Dodaj komentarz »
Funia czyli Topolino.
We Włoszech przezywano go Topolino... we Francji - kubeczek na jogurt... « pot de yaourt »... Okazuje się, że były ku temu dobre powody! Gdy w 1936 został wyprodukowany, był Fiat 500 najmniejszym autem Świata.
To jest naprawde najmniejsze auto Świata. Jest typowo włoskie, a przy tym nie brakuje mu czaru.
Fiat 500 był na początek wielkim wyzwaniem. Miał być mianowicie oszczędnym samochodem, który można kupić za 5000 Lirów, do którego... zmieści się cała rodzina! Realizacji zadania podjął się projektant Dante Giacosa. To jemu właśnie udało się stworzyć to małe, proste, śliczne i posiadadające perfekcyjne proporcje autko. Od Włochów otrzymał słodkie przezwisko: Topolino... co znaczy: myszka! :D
(Joeri van Veen's photostream)
"Fiat 500 jest autem, ale nie jest ani taki arogancki jak auto, ani agresywny jak auto. Ma w sobie wręcz coś ludzkiego. A jest przy tym taki malutki, ze można by go sobie do kieszeni wsadzić... chciało by się go przytulić!"
Fiaty 500 trafiły na włoski rynek, gdy dla Włoch panował dość morczny okres. Na początku była to całkowita porażka. Za cenę 500 000 Lirów, zamiast jak na początku 5000 Lirów dostawało sie auto, któremu wystawały śrubki, brakowało dekielków na koła, a szyby były takie spłaszczone że kierowanie kierownicą było utrudnione. Dlatego zajęto się Fiacikiem jeszcze raz, aż do roku 1957,kiedy to technicznie ulepszony rozpoczął swoje nowe życie. Zwłaszcza kobiety nie mogły się oprzeć jego otwieranemu dachowi. Detal, który w innych autach był wyposażeniem dodatkowym tutaj był standardem. "To też przyczyniło się do sukcesu Fiata 500. Jak tylko słońce się pokazywało, można było sobie otworzyć dach i oglądać niebo. To było coś zupełnie innego. To jest co prawda malutkie autko... ale wspaniałe!"
(więcej zdjęć tizianoj po kliknięciu na zdjęcie)
Z biegiem czasu Fiat 500 służył jako samochód na urlop, samchód wyscigowy... ale z czasem stał się typowym miejskim autkiem. Idealnym aby przeciskać się w miejskich korkach. Zajmował przy tym 4 razy mniej miejsca w garażu niż inne samochody.
"We Włoszech można zobaczyć wiele nowych aut, najnowsze modele. Podczas gdy we Francji podchodzi się do samochodów o wiele praktyczniej i z humorem! We Włoszech poprostu nie można jeździć kupą złomu. Podczas gdy moi przyjaciele we Francji jeżdżą czasem całkowitymi ruinami, nawet gdy przecież mogliby sobie pozwolić na Ferrari"
No właśnie... Francuzi całkiem oszaleli na punkcie swoich kubeczków po jogurcie... swoich Fiatou...
(pedrosimoes7's photostream)
Swoich osobistych Fiacików... a te szystkie przezwiska... to nic innego, jak znak silnego przywiązania!:D
Tekst pochodzi z Eine kleine Geschichte des Fiat 500. A orginalny filmik zobaczycie tutaj! Polecam!!:D I moge tylko dodać, ze Fiaciki 500 mają też ogromną fankę w Krakowie.. i też mam dla niego pieszczotliwe przezwisko.. Funia!:D
20:31, nicosobie
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 czerwca 2008
Smaki, zapachy i aromaty.

Jeżeli macie ochotę na rozpoczynającą się właśnie podróż po Świecie smaków, aromatów i zapachów... oraz po kulinarnych zakątkach Madrytu... serdecznie was zapraszam na cudowną stronę, która się własnie tak nazywa: Smaki, zapachy i aromaty. Podróż zapowiada się fantastycznie.... :D Baaaaardzo mi się podoba, i nie mogę się doczekać kolejnych kroków tej wędrówki...!! Gorąco polecam!!! Kliknij na zdjęcie, aby wziąść udział w podróży!

 

 

4.

kliknij na zdjęcie. by thesuppersready.

Wszystkie poważne przed-sięwzięcia, takie jak ukończenie szkoły, rękopisu, dzieła sztuki, opieka nad chorym bliskim, wchodzą w końcu w etap, kiedy energia, niegdyś świeża i młoda, starzeje się, podupada i nie może nic więcej udźwignąć.
Najlepiej, żeby kobieta zdała sobie z tego sprawę już na samym początku przedsięwzięcia, bo często zmęczenie jest dla niej zaskocze­niem. Wtedy załamuje ręce, lamentuje, szepcze o klęsce, swojej niezdat-ności do niczego, bezwartościowości i tym podobnych. To nie tak. Utrata energii to zwykła kolej rzeczy. Tak działa Natura.
Błędne jest założenie, że w pierwiastku męskim tkwi wieczna, niepokonana siła. To fałszywe przekonanie wpojone nam przez kulturę, które trzeba wykorzenić z psychiki. Ono sprawia, że zarówno męska energia w psychice, jak i sami mężczyźni w społeczeństwie czują się niepotrzebni i bezwartościowi, kiedy ulegają zmęczeniu i pragną odpo­cząć. To naturalne, że każdy człowiek potrzebuje przerwy w intensyw­nej pracy, by odnowić swe siły, odświeżyć się. Funkcjonowanie natury Życia-Smierci-Życia polega na cyklicznym ruchu, który stosuje się do wszystkich istot i rzeczy.
W opowieści stara kobieta rzuca na podłogę trzy włosy. W mojej rodzinie jest powiedzenie: „Rzuć trochę złota na podłogę". Wywodzi się ono od desprender laspalabras, co w tradycji cuentistas - gawędziarzy i znachorów - znaczy, że dla mocniejszej wymowy opowieści należy odrzucić trochę słów.
Włos symbolizuje myśl, jest tym, co wyrasta z głowy. Odrzucenie kilku włosów czyni chłopca lżejszym, sprawia, że promienieje jeszcze większym blaskiem. Podobnie zużyte idee czy wysiłki nabiorą blasku, jeśli ujmie się z nich nieco i odrzuci. Rzeźbiarz odrzuca kawałki mar­muru, by odsłonić ukryte w nim formy. Jeśli nasze zamierzenia, zamy­sły, idee tracą siłę wyrazu, to musimy niektóre z nich odrzucić. To skuteczny sposób na odnowienie sił, umocnienie w osłabionych aspira­cjach i działaniach, skoncentrowanie uwagi.
Wyrwij trzy włosy ze swego wysiłku, rzuć je na ziemię. Tam staną się jak sygnał pobudki. Padając na ziemię, wy wołają dźwięk w psychice, rozdzwonią się, wzbudzą w duszy pobudzający do działania rezonans. Odgłos odrzucanych idei ogłasza nastanie ery nowych możliwości.
Stara La Que Sabe pielęgnuje element męski, „przycinając zbyteczne gałązki". Dzięki wycięciu uschniętych gałęzi drzewo staje się silniejsze. Wiele roślin rozkrzewia się bujniej, jeśli przytniemy ich kwiatowe pędy. U Dzikiej Kobiety cykl wzrostu i obumierania animusu jest naturalny.

To proces pierwotny, odwieczny. Od niepamiętnych czasów kobiety w ten sposób podchodziły do świata idei i ich zewnętrznej ekspresji. Staruszka w baśni Trzy złote włosy na nowo poucza nas, jak się to robi.
Jaki jest cel tego uzdrowienia, ponownego skupienia uwagi, odzy­skiwania tego, co stracone, biegania z wilkami? Dotrzeć do głównej arterii, do jądra rzeczy, do nasienia i kości wszystkiego w życiu, ponie­waż tam właśnie tkwi radość, tam jest kobiecy raj, tam jest miejsce, gdzie znajdziemy czas i wolność, by być, wędrować, zachwycać się, pisać, śpiewać, tworzyć i nie bać się. Kiedy wilki wyczuwają przyjemność albo niebezpieczeństwo, najpierw nieruchomieją jak posągi, skupione całko­wicie tylko na tym, co widzą, co słyszą, co wyczuwają, co tkwi przed nimi w najbardziej podstawowej formie.
Oto, co daje nam dzika natura - zdolność jasnego, skupionego patrzenia na to, co jest przed nami, smakowanie tego wszystkimi zmy­słami. Do spójnej, skupionej wizji potrzeba wszystkich zmysłów, łącz­nie z intuicją. To do tego świata przychodzą kobiety, kiedy chcą odzy­skać własny głos, własne wartości, wyobraźnię, czystość spojrzenia, losy i odwieczne wspomnienia. Takie jest dzieło skupienia i tworzenia. Jeśli twoja wizja się zaciera, to usiądź bez ruchu. Weź swe idee w ra­miona i kołysz je. Część ich zatrzymaj, część odrzuć, a odrodzą się. Niczego więcej nie trzeba.

3.

kliknij na zdjęcie. by Lucy Spink.

W nocy wszystko wydaje się inne, aby więc dobrze zrozumieć tę historię, musimy wejść w stan nocnej świadomości, stan, w którym jesteśmy wyczulone na każde skrzypnięcie, każdy najlżejszy odgłos. Nocą jesteśmy bliższe samych siebie, bliższe naszym najbardziej pod­stawowym myślom i uczuciom, których w świetle dnia nie odbieramy tak wyraźnie.

W mitach noc to świat, którym włada Matka-Noc, stworzycielka świata. To Odwieczna Matka Dni, starucha znająca Życie i Śmierć. Nadejście nocy w baśniach można interpretować jako zstąpienie w nie­świadomość. San Juan de la Cruz (Święty Jan od Krzyża) nazywał ten stan ciemną nocą duszy. W opowieści noc oznacza czas, kiedy życiowa energia, wyobrażana przez postać bardzo starego mężczyzny, rozprasza się, staje się coraz słabsza. To czas, kiedy — pod jakimś ważnym dla nas względem — idziemy ostatkiem sił.

Kiedy tracimy z oczu jasną, spójną wizję, jednocześnie tracimy energię. W takiej sytuacji najgorsze, co można zrobić, to usiłować za wszelką cenę pozbierać siły. To nic nie da. Jak pokazuje baśń, właściwą rzeczą jest usiąść w spokoju i się kołysać. Cierpliwość, wyciszenie i delikatne kołysanie odnawiają twórcze myśli. Niejedna kobieta nazwa­łby taką chwilę luksusem. Dzika Kobieta nazywa to koniecznością.

Wiedzą o tym wilki. Kiedy pojawia się intruz, wilki szczekają, warczą, nawet gryzą, ale często wybierają przeciwną taktykę - wyco­fują się na pewną odległość i siadają zbite w grupkę jak przykładna rodzina. Siedzą i oddychają razem. "Zebra, poruszają się w górę i w dół, a zwierzęta koncentrują się, zbierają siły, zwracają się do wewnątrz i decydują, co w tej sytuacji jest najważniejsze, co robić dalej. Decydują, że „w danej chwili nie zrobią najmniejszego ruchu, będą siedzieć i od­dychać, kołysać się razem".
Częstokroć, jeśli nasze idee czy zamysły się nie rozwijają, nie działają gładko lub kiedy nie potrafimy ich dobrze wprowadzić w życie, to tracimy zdolność koncentracji. Jest to faza naturalnego cyklu, nad­chodząca, kiedy nasze idee zużywają się, kostnieją albo kiedy to my tracimy świeżość spojrzenia. Jesteśmy stare i zgrzybiałe jak staruszek w baśni Trzy złote włosy. Istnieje wiele teorii wyjaśniających bloka­dy twórcze, w rzeczywistości jednak ich łagodne postacie przycho­dzą i odchodzą jak pory roku, jak zmieniająca się pogoda - z wyjąt­kiem blokad psychicznych, o którym mówiłam wcześniej, takich jak niemożność dotarcia do własnej prawdy, lęk przed odrzuceniem, obawa przed artykulacją własnej wiedzy, obawa przed niekompetencją, zatru­cie głównego nurtu twórczego, nastawienie na przeciętność lub naśla­downictwo.
Doskonałość powyższej opowieści polega na tym, że zarysowuje całkowity cykl rozwoju idei twórczej; małe płonące światełko symboli­zuje oczywiście samą ideę, która powoli wyczerpuje się i niemal gaśnie, zgodnie z naturalnym cyklem. Kiedy w baśni dzieje się coś złego, oznacza to najczęściej, że trzeba wypróbować coś nowego, wprowadzić nową energię, poszukać pomocnika, uzdrowiciela, mistrza czy pomocy magicznych sił.
W baśni spotykamy znów starą La Que Sabe - kobietę, która ma dwa miliony lat. To Ta, Która Wie. W jej ramionach, przy ogniu, przechodzimy odnowę, odczuwamy przypływ nowych sił20. To do tego ognia i do tych ramion wlecze się osłabiony starzec, bez nich musiałby zginąć.
Starzec jest wymęczony długotrwałą pracą, jaką mu wyznaczamy. Na pewno znacie kobiety harujące jak woły, które nagle zupełnie opa­dają z sił. Znacie kobiety, które potrafiły poruszyć niebo i ziemię dla jakiejś publicznej sprawy, by pewnego dnia odwrócić się plecami i po-

wiedzieć: „Do diabła z tym". Ich animus jest wyczerpany, potrzebuje kołysania, kojących ramion La Que Sabe. Kobieta, której energia czy inwencja twórcza zanika, przygasa albo opuszcza ją całkowicie, musi znaleźć drogę do chaty starej kobiety, curandery, znachorki, musi za­nieść tam swój wycieńczony animus, by odnowić jego siły.
Mam wiele pacjentek głęboko zaangażowanych w działalność spo­łeczną. Bez wątpienia w swojej pracy często docierają do momentu, kiedy czują się wyczerpane, na drżących nogach wloką się przez las z gasnącym kagankiem. Wtedy mówią: „Mam tego po dziurki w nosie. Dość, oddam moją przepustkę prasową, legitymację, rzucam działalność związkową..." Zaklinają się, że wyjadą do Auckland, że będą zajadać się ciasteczkami, że cały świat nic je nie obchodzi. Chcą sobie kupić niemodne buty, przeprowadzić tam, gdzie nic się nie dzieje, i przez resztę życia oglądać mydlane opery. Od tej chwili będą pilnować własnego nosa, odwracać się od problemów... wreszcie będą miały spokój.
Choć przemawia przez nie skrajne zmęczenie i frustracja, bez wzglę­du na to, jakie jest ich wyobrażenie o odpoczynku, twierdzę, że zawie­szenie aktywności to dobry pomysł, bo to jest właśnie czas na odpoczy­nek. Jednak zwykle słyszę: „Odpoczynek! Jak mogę odpoczywać, skoro cały świat na moich oczach stacza się w przepaść?!"
W końcu kobieta musi odpocząć, pokołysać się w fotelu, odzyskać skupioną uwagę. Musi odmłodnieć, odzyskać energię. Wbrew pozorom jest to możliwe - nie jesteśmy same - w każdym kręgu kobiet, matek, studentek, artystek czy działaczek zawsze jest ktoś, kto zastąpi te, które potrzebują wytchnienia. Kobieta o twórczej osobowości musi zregene­rować siły, by potem wrócić do intensywnej pracy. Musi się spotkać w lesie ze starą kobietą, wskrzesicielką, Dziką Kobietą w jednej z jej wielu postaci. Dzika Kobieta jest przygotowana na to, że animus co jakiś czas czuje zmęczenie. Nie jest wstrząśnięta, kiedy pada u progu. I nie jest wstrząśnięta, kiedy my padamy. Jest na to gotowa. Nie podbiegnie do nas w panice. Podniesie nas po prostu i będzie trzymać tak długo, aż odzyskamy naszą moc.
My też nie wpadajmy w popłoch, kiedy tracimy impet, rozpęd czy jasność wizji. Tak jak Dzika Kobieta, musimy spokojnie przytulić własne myśli, idee i po prostu z nimi być. Czy zajmujemy się własnym rozwojem, sprawami publicznymi czy związkami z ludźmi, nasz animus musi od czasu do czasu poczuć zmęczenie.
2.
kliknij na zdjęcie. by calvina.

Tematem tej opowieści jest odzyskanie utraconej koncentracji na swojej wizji. Odbywa się ono za pośrednictwem postrzegania zmysło­wego, wychwytywania i kierowania się wskazówkami głosu duszy. Wiele kobiet potrafi osiągać takie skupienie, ale kiedy ich wizja traci ostrość, rozlatują się jak pierze z rozdartej pierzyny.

Ważną rzeczą jest mieć symboliczne naczynie, by włożyć w nie wszystko, co wychwytujemy z dzikiej natury. Dla niektórych kobiet są to pamiętniki, gdzie notują każde przelatujące piórko, dla innych — twórczość artystyczna, taniec, malarstwo, pisarstwo. Czy pamiętacie Babę-Jagę? Ma wielki garniec i lata w kotle, który przypomina moź­dzierz z tłuczkiem. Innymi słowy, posiada naczynia, które wszystko mieszczą. Jej myśli i ruchy zebrane są w jednym miejscu. Tak, posiada­nie symbolicznego naczynia jest rozwiązaniem problemu utraty energii. Ale nie tylko to. Posłuchajcie...

 

 

Trzy złote włosy

Było to dawno temu, podczas głębokiej, ciemnej nocy—jednej z tych nocy, kiedy ziemia wydaje się czarna, a drzewa wyglądają jak zaciśnię­te pięści wyciągnięte do nieba. Właśnie w taką noc szedł przez las samotny stary wędrowiec. Choć gałęzie drapały mu twarz, kłuły w oczy, oślepiały, cały czas trzymał przed sobą mały, dogasający kaganek.

Wędrowiec stanowił niesamowity widok — długie żółte włosy, krzywe pożółkłe zęby i zakrzywione paznokcie. Plecy miał przygarbio­ne, jakby niósł worek mąki, a był tak stary i zgrzybiały, że skóra na twarzy, rękach i biodrach zwisała w luźnych fałdach.

Starzec przedzierał się przez las, wlókł się, chwytając gałązek, ledwie dysząc.

Stopy paliły go jak ogniem. Sowy w koronach drzew pohukiwały razem z jego skrzypiącymi stawami, kiedy krok po kroku posuwał się naprzód. W oddali migotało małe światełko; była tam chatka, ogień, przytulne miejsce, do którego zdążał. Kiedy podchodził do drzwi, jego latarenka już dogasała, a był tak wycieńczony, że upadł na progu.

Wewnątrz przed ogniem buzującym na kominku siedziała kobieta. Gdy tylko starzec pojawił się w drzwiach, podbiegła do niego, podniosła, objęła ramionami i przeniosła do ognia. Trzymała go w ramionach, jak matka trzyma dziecko. Siedziała i kołysała się z nim w fotelu na biegunach. Przesiedzieli tak całą noc - biedny, słaby starzec jak worek kości i silna, choć też wiekowa kobieta kołysząca go i powtarzająca, że już wszystko dobrze.

Przed samym świtem starzec zaczął młodnieć; był teraz pięknym młodzieńcem o gęstych, złotych włosach, silnych rękach i nogach. A ona dalej go kołysała.
Czas płynął, a młodzieniec zmieniał się w małego, ślicznego chłop­czyka o pszenicznych złotych włosach.
O brzasku stara kobieta wyrwała szybko trzy złote włosy z główki dziecka i rzuciła na drewniane deski. Rozległ się dźwięk: tiiii, tiiii, tiiii.
A dziecko zsunęło się z jej kolan i pobiegło do drzwi. Odwróciło się do niej na chwilę, uśmiechnęło promiennie i wzbiło w niebo, by stać się błyszczącym, porannym słońcem.

 

 
1 , 2